Jak to jest? Nocny wygląd
miasta nie robi już na Tobie wrażenia. Światła już Cię nie fascynują.
Pamiętam, gdy kiedyś, z rodzicami, pojechałam na zakupy do pobliskiego miasta,
był listopad, więc ciemno wszędzie robiło się dość szybko. Wtedy to zobaczyłam:
te wszystkie światła, bloki, w których zapalone światła tworzyły niesamowitą
szachownicę, lampy, dające przyjemne żółte światło i kolorowe neony, wskazujące
konkretne sklepy. To wszystko wyglądało tak magicznie, że nie dowierzałam, że
coś tak pięknego może być prawdziwe. Gdy wracałam do domu, nudził mnie widok z
okna. Jakieś drzewa, domy sąsiadów – nic specjalnego. Nic magicznego.
środa, 13 maja 2020
niedziela, 3 maja 2020
#1 Moje studia - refleksje po pierwszym semestrze
1. Żałuję, że poszłam na studia.
Głupia
byłam myśląc, że skoro zdałam maturę, to tylko studia wchodzą w grę. Straciłam
mnóstwo nerwów, pieniędzy i czasu idąc na studia dzienne do innego miasta.
Trzeba było zostać w domu, iść do np. szkoły policealnej, zdobyć konkretny
zawód szybko i znaleźć pracę w okolicy. Magistra mi się zachciało…
2. Studia dzienne są beznadziejne.
O
ile na pewno znajdą się osoby, którym taki rytm będzie pasował, to ja do niech
nie należę. Moje zajęcia trwały 4 dni, od poniedziałku do czwartku i nie, nie
były zapełnione. Podliczyłam z ciekawości i wszystkie zajęcia, gdyby odbywały
się bez 1,5h przerw, trwałyby max 2 i pół dnia. A ja głupia chodziłam w tę i z
powrotem, to na uczelnię, to na mieszkanie - 16 razy w ciągu jednego
tygodnia. Bo zajęcia miałam rano, do 10, a potem dopiero na 16. Chociaż
najlepszy był i tak poniedziałek, gdy miałam 2h czekania na 45-minutowe
zajęcia. No pozazdrościć.
3. Praca nie wchodzi w grę.
Pamiętaj,
że studia dzienne, nieważne czy zajęcia są 3 dni w tygodniu czy 5, ty MUSISZ
być dyspozycyjny dla swoich wykładowców każdego dnia i o każdej porze. Pisanie
kolokwium o 20 ostatniego dnia zajęć? Pewnie, w czym problem? Przecież wszyscy
mieszkają akurat obok uczelni i nie muszą martwić się o transport do domu. Co,
biedne studenty, samochodu się nie ma? To wasz problem. Odrabianie zajęć z
powodu nieobecności prowadzącego w dzień wolny? Normalna akcja. I weź tu ustal
sobie grafik w pracy (o tych rzeczach nie dowiesz się z wyprzedzeniem), powiedz
rodzicom dziecka, którym się opiekujesz, że „sory, ale mam studia i jednak
radźcie sobie wieczorem sami”. Ach, te dorosłe wybory.
4. Nikogo nie obchodzisz.
Chodzisz? nie chodzisz? Co za różnica. Wykładowcy nie są w stanie zapamiętać wszystkich.
A nawet jeśli są, to mają to daleko. Samemu trzeba pilnować dosłownie
wszystkiego: ocen, nieobecności, dodatkowych terminów. Nikt ci nie pomoże. Nikt
nie powie, że zrób tak, bo tak będzie lepiej. Radź se.
5. Wykładowcy mają się za bogów, a nawet
nie potrafią uruchomić rzutnika.
Temat
rzeka. Narcyzy, alkoholicy, „zbyt bystrzy to oni nie są”. To tak ogólnie.
Niektórzy nie opanowali jeszcze (ale nie ma się co dziwić, jak pracują DOPIERO
10 lat) obsługi pakietu Office, a podłączenie rzutnika jest niemalże tak samo
skomplikowane jak operacja serca. To, że wykładowca chwieje się i krzyczy na
wykładzie to też norma. Oczywiście w przypadku przychodzenia do pracy w stanie
nietrzeźwości grozi dyscyplinarka, ALE z wiatrakiem nie wygrasz. Wiatrak ma
silny szkielet. Prędzej ciebie pogrąży niż ty jego.
6. Statuty, regulaminy i ustawy – do
kosza!
Patrz
również punkt 3 oraz 5. Chcesz się poskarżyć? Chcesz powiedzieć, że któryś w
wykładowców zachował się niewłaściwie? Nikt się tym nie przejmie. Ewentualnie
cię wyśmieją. Że ty, głupi studencie, masz coś do szanownego pana profesora? Oni
są nie do ruszenia. Niezniszczalni.
7. Niech los zdecyduje…
Zda
albo nie zda – oto jest pytanie? – powiedział Szanowny Pan Profesor rzucając
kartką.
Dość
powszechna praktyka, o czym przekonałam się na własnej skórze. Możesz napisać
wyczerpujące odpowiedzi na każde z pytań, uczyć się do tego przez 3 tygodnie, a
męski członek i tak nawet nie spojrzy na Twój wysiłek. Nie dziwne, skoro robi
się „opisówkę” dla 1000 osób. Głupi by to skrupulatnie sprawdzał. A teksty
typu: „musiałem przez was wrócić szybciej z urlopu” też są na porządku
dziennym. Ale z drugiej strony, NIE MUSIAŁEŚ, można przecież łatwiej. Zrobić
test jednokrotnego wyboru i każda poprawna odpowiedź to A. Szybkie sprawdzanie
i sprawiedliwe. Ale na studiach nie liczcie na sprawiedliwość. Przygotowują nas
w końcu do dorosłego życia.
8. Ruszać się, debile!
Obowiązkowy
WF na studiach. No, ruszać dupę, dorośli ludzie. Jesteście na tyle głupi, że
nie wiecie, że o zdrowie trzeba dbać. Męczcie się więc i dołóżcie do swojego
cudownego planu jeszcze półtorej godziny WF-u. Raz w tygodniu, dzięki Bogu.
Dobrze, że chociaż można wybrać sobie aktywność, bo jeśli byłby to WF rodem z
liceum, to zwolnienie poszłoby w ruch. Szkoda, że nie ma obowiązkowej gry w
zbijanego albo w „śledzia”, to by dopiero była frajda! To co,
dwudziestolatkowie, przymusowy WF-ik rano, 5 minut przerwy i na zajęcia. Ruchy,
ruchy! (Pomijam problemy, które uniemożliwiają ćwiczenie na WF typu okres czy
ciąża – nikogo to nie obchodzi, a jeśli chcesz leć na zajęcia teoretyczne
słuchać 90 minut o tym, jak to trzeba się ruszać i jakie to jest zdrowe –
UWAGA! Na tych zajęciach siedzisz bez sensu półtorej godziny.)
9. Zapchaj dziury, czyli przedmioty,
które do niczego ci się nie przydadzą…
…,
ale musisz je zaliczyć. Zabierają ci resztki wolnego czasu, zatruwają psychikę,
bo ich nie ogarniasz i to z nimi masz największy problem na zaliczeniu.
Najlepsze jest to, że niby takie zapchaj dziury, a niczego nie zapychają. Odbywają
się zazwyczaj wieczorami, po normalnych zajęciach, czyli musisz przyjechać na
uczelnie kolejny raz. Logistyczny cud.
10. Sprzęt z XX-lecia międzywojennego
Niedziałające
komputery, rozpadająca się klawiatura, 15 kilogramowe laptopy. Nie oczekiwałam MacBooków
ani nawet Windowsa 10. Ale sprzęt z poprzedniego stulecia oraz niezawodna Vista
to chyba lekka przesada. Na każde „komputerowe” zaliczenie trzeba przychodzić z
własnym sprzętem. Bo ile pewności masz, że przez 45 minut egzaminu znajdziesz
działający komputer i zdążysz zrobić zadanie? Ja wolałam nie ryzykować. A wiem,
że nie każdy ma możliwość przyniesienia własnego sprzętu. Serdecznie dziękujemy
uczelni za możliwość korzystania z prześwietnego sprzętu niezbędnego do nauki
przedmiotu.
K o n k l u z j a
Zastanówcie
się 1000 razy, czy faktycznie chcecie się tak męczyć. Z wiatrakami. Niby
mieliście być traktowani na równi, bo wszyscy jesteście dorośli, ale tak to nie
wygląda. Jesteście głupsi i pogódźcie się z tym. A jak się nie podoba, to nikt
nie będzie tęsknił.
Studia zapewne mają również zalety, ale jak do tej pory ich nie zauważyłam. Nie wiem, czy może trafiłam na wybitnie beznadzieją uczelnię i wykładowców, ale wiem, że drugi raz na studia dzienne bym się nie wybrała. I odradzam je. Rozumiem jednak, że każdy ma własne predyspozycje i to, co dla mnie jest totalnym dnem, komuś może wydać się świetnym rozwiązaniem.
Chciałabym jednak przestrzec Was, że studia nie wyglądają tak, jak mówią na Dniach Otwartych czy piszą w broszurach. Przekonałam się na własnej skórze ;).
#PrawdziweHistorieNaFaktach
Studia zapewne mają również zalety, ale jak do tej pory ich nie zauważyłam. Nie wiem, czy może trafiłam na wybitnie beznadzieją uczelnię i wykładowców, ale wiem, że drugi raz na studia dzienne bym się nie wybrała. I odradzam je. Rozumiem jednak, że każdy ma własne predyspozycje i to, co dla mnie jest totalnym dnem, komuś może wydać się świetnym rozwiązaniem.
Chciałabym jednak przestrzec Was, że studia nie wyglądają tak, jak mówią na Dniach Otwartych czy piszą w broszurach. Przekonałam się na własnej skórze ;).
#PrawdziweHistorieNaFaktach
*ten
tekst nie ma na celu obrażenia żadnego studenta! Pamiętajcie, że są to moje
subiektywne odczucia i podchodźcie do nich z dystansem; wszystkie przytoczone historie oparte są na faktach ;)
xoxo,
zaniepokojona
(jeszcze)studentka
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)

