Jak to jest? Nocny wygląd
miasta nie robi już na Tobie wrażenia. Światła już Cię nie fascynują.
Pamiętam, gdy kiedyś, z rodzicami, pojechałam na zakupy do pobliskiego miasta,
był listopad, więc ciemno wszędzie robiło się dość szybko. Wtedy to zobaczyłam:
te wszystkie światła, bloki, w których zapalone światła tworzyły niesamowitą
szachownicę, lampy, dające przyjemne żółte światło i kolorowe neony, wskazujące
konkretne sklepy. To wszystko wyglądało tak magicznie, że nie dowierzałam, że
coś tak pięknego może być prawdziwe. Gdy wracałam do domu, nudził mnie widok z
okna. Jakieś drzewa, domy sąsiadów – nic specjalnego. Nic magicznego.
Marzyłam o życiu wśród
wieżowców i neonów. Wyobrażałam sobie, jak wiele możliwości czeka mnie w
„wielkim świecie”. I jak bardzo będę szczęśliwa, gdy osiągnę ten cel.
Codziennie będę wychodzić na balkon mojego mieszkania, oglądać te wszystkie
światła z daleka. Patrzeć, jak miasto zasypia, powoli, stopniowo usypiając swój
blask, by obudzić go na nowo kolejnego dnia. Będę też wychodzić na spacery
wieczorem, by chłonąć ciepłe światło ulicznych latarni. A kiedyś,
w przyszłości, neon z nazwą mojej firmy przyćmi wszystkie inne.
Mrzonki małej dziewczynki,
która nic nie wie o życiu.
Jestem teraz dorosła. Nocne
miasto nie robi już na mnie wrażenia. Na balkon mieszkania nie wychodzę za
często, bo jest tak klaustrofobiczny, że boję się, że spadnę. Zresztą, jedyne,
co widzę to sąsiedni blok, niezbyt interesujący. Mało obchodzą mnie
filozoficzne przemyślenia o światłach w blokach – nie mam na to czasu. Na późnowieczorne
spacery nie wychodzę, bo samej trochę strach przechadzać się po obcym mieście.
Poza tym, uliczne lampy rzadko dają teraz ciepłe światło. LEDy. Zimne.
Nieprzyjemne. Niezachęcające. A własna firma? Nie mam siły teraz (jeszcze) na
taką rewolucję w moim życiu. A tak w ogóle - neony przestały mi się podobać.
Chcę czegoś innego. Wiecie,
te drzewa i sąsiedzi na wsi nie byli w sumie tacy źli. Może i denerwował
mnie fakt, że powietrze nie zawsze było idealnie czyste, a „wsi spokojna”, jak
to pisał Kochanowski nie miała odzwierciedlenia w praktyce, bo na okrągło
słychać było: kosiarki, traktory, dzieci, więcej dzieci, psy i inne
zwierzęta mniej lub bardziej udomowione.
Ale to właśnie było
magiczne. To dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Spokój. Wyciszenie. Zabiegane
miasto znudziło mi się szybciej niż myślałam, i chociaż wiem, że ten czas
(studia) muszę wykorzystać na 120%, czuję, że wypaliłam się, zanim zdążyłam się
porządnie rozkręcić. Człowiek dojrzewa i uświadamia sobie: „uważaj, czego sobie
życzysz”. Teraz dopiero widzę, że takie życie mnie nie satysfakcjonuje, że
liczyłam na coś innego, a dostałam tylko kupę zmartwień i rachunków. Dorosłość.
Szkoda, że wcześniej nie doceniałam spokoju, który miałam. Czasu, gdy mogłam
robić wiele rzeczy, bo nie ograniczała mnie praca czy studia. Nie zmienia to
jednak faktu, że pewnych etapów w życiu nie da się przeskoczyć. Można je sobie
jedynie umilić, jeśli ma się odpowiedni pomysł.
- - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Czasami mam ochotę uciec na
ogromną polanę w lesie, usiąść pod wielkim, samotnym drzewem i tam pisać. Nigdy
jednak tego nie zrobiłam, bo dostać się w to konkretne miejsce można tam
jedynie pieszo lub rowerem. Tego drugiego nie posiadam, a pierwsza opcja
nie uwzględnia niesienia ze sobą laptopa 2,5 km po lesie.
Gdy byłam tam pierwszy raz,
na wycieczce szkolnej, jeszcze w gimnazjum - wieki temu - wkurzało mnie
chodzenie bez sensu po lesie. Nudziłam się. A teraz? Sama wyciągam mojego
chłopaka i wychodzimy na długie spacery. Rozmawiamy. Wdychamy zapach lasu. Już
mnie to nie nudzi. Uspokajam się wtedy. Zapominam o reszcie świata. Wreszcie
jestem wyluzowana.
Pozostaje więc
pytanie: jak bardzo można pomylić się,
jeśli chodzi o własne marzenia?
Ten post powstał niedługo po
mojej wyprowadzce z domu rodzinnego. Odgrzebałam go niedawno i stwierdziłam, że
może pojawić się na blogu. Niektóre rzeczy się zmieniły, inne nie. Teraz znów
jestem w moim domu. Doceniam ten czas. Wychodzę na ogródek, oddycham mniej
zanieczyszczonym powietrzem, spaceruję. Już wiem, czego chcę. Widzę, jak bardzo
zmieniło się moje postrzeganie świata. Czuję się w miarę szczęśliwa. Potrzebowałam
tego.
#PrawdziweHistorieNaFaktach

To pokazuje, że bardziej kręci nas coś, czego akurat nie mamy. Nie mieszkałaś w mieście - pragnęłaś tego, kiedy zamieszkałaś - zaczęłaś tęsknić za wsią. Chyba każdy z nas ma takie sytuacje. Jak nie związane z miejscem zamieszkania, to związane z innym obszarem życia... To się nawyza bycie człowiekiem 🤣
OdpowiedzUsuńPoczątki są ekscytujące, ale kiedy opadnie pierwsze podniecenie, nagle okazuje się, że to chyba nie jest to...