środa, 13 maja 2020

#2 Krótka opowieść o (nie)spełnionych marzeniach


Jak to jest? Nocny wygląd miasta nie robi już na Tobie wrażenia. Światła już Cię nie fascynują. Pamiętam, gdy kiedyś, z rodzicami, pojechałam na zakupy do pobliskiego miasta, był listopad, więc ciemno wszędzie robiło się dość szybko. Wtedy to zobaczyłam: te wszystkie światła, bloki, w których zapalone światła tworzyły niesamowitą szachownicę, lampy, dające przyjemne żółte światło i kolorowe neony, wskazujące konkretne sklepy. To wszystko wyglądało tak magicznie, że nie dowierzałam, że coś tak pięknego może być prawdziwe. Gdy wracałam do domu, nudził mnie widok z okna. Jakieś drzewa, domy sąsiadów – nic specjalnego. Nic magicznego.

Marzyłam o życiu wśród wieżowców i neonów. Wyobrażałam sobie, jak wiele możliwości czeka mnie w „wielkim świecie”. I jak bardzo będę szczęśliwa, gdy osiągnę ten cel. Codziennie będę wychodzić na balkon mojego mieszkania, oglądać te wszystkie światła z daleka. Patrzeć, jak miasto zasypia, powoli, stopniowo usypiając swój blask, by obudzić go na nowo kolejnego dnia. Będę też wychodzić na spacery wieczorem, by chłonąć ciepłe światło ulicznych latarni. A kiedyś, w przyszłości, neon z nazwą mojej firmy przyćmi wszystkie inne.

Mrzonki małej dziewczynki, która nic nie wie o życiu.

Jestem teraz dorosła. Nocne miasto nie robi już na mnie wrażenia. Na balkon mieszkania nie wychodzę za często, bo jest tak klaustrofobiczny, że boję się, że spadnę. Zresztą, jedyne, co widzę to sąsiedni blok, niezbyt interesujący. Mało obchodzą mnie filozoficzne przemyślenia o światłach w blokach – nie mam na to czasu. Na późnowieczorne spacery nie wychodzę, bo samej trochę strach przechadzać się po obcym mieście. Poza tym, uliczne lampy rzadko dają teraz ciepłe światło. LEDy. Zimne. Nieprzyjemne. Niezachęcające. A własna firma? Nie mam siły teraz (jeszcze) na taką rewolucję w moim życiu. A tak w ogóle - neony przestały mi się podobać.

Chcę czegoś innego. Wiecie, te drzewa i sąsiedzi na wsi nie byli w sumie tacy źli. Może i denerwował mnie fakt, że powietrze nie zawsze było idealnie czyste, a „wsi spokojna”, jak to pisał Kochanowski nie miała odzwierciedlenia w praktyce, bo na okrągło słychać było: kosiarki, traktory, dzieci, więcej dzieci, psy i inne zwierzęta mniej lub bardziej udomowione.

Ale to właśnie było magiczne. To dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Spokój. Wyciszenie. Zabiegane miasto znudziło mi się szybciej niż myślałam, i chociaż wiem, że ten czas (studia) muszę wykorzystać na 120%, czuję, że wypaliłam się, zanim zdążyłam się porządnie rozkręcić. Człowiek dojrzewa i uświadamia sobie: „uważaj, czego sobie życzysz”. Teraz dopiero widzę, że takie życie mnie nie satysfakcjonuje, że liczyłam na coś innego, a dostałam tylko kupę zmartwień i rachunków. Dorosłość. Szkoda, że wcześniej nie doceniałam spokoju, który miałam. Czasu, gdy mogłam robić wiele rzeczy, bo nie ograniczała mnie praca czy studia. Nie zmienia to jednak faktu, że pewnych etapów w życiu nie da się przeskoczyć. Można je sobie jedynie umilić, jeśli ma się odpowiedni pomysł.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Czasami mam ochotę uciec na ogromną polanę w lesie, usiąść pod wielkim, samotnym drzewem i tam pisać. Nigdy jednak tego nie zrobiłam, bo dostać się w to konkretne miejsce można tam jedynie pieszo lub rowerem. Tego drugiego nie posiadam, a pierwsza opcja nie uwzględnia niesienia ze sobą laptopa 2,5 km po lesie.

Gdy byłam tam pierwszy raz, na wycieczce szkolnej, jeszcze w gimnazjum - wieki temu - wkurzało mnie chodzenie bez sensu po lesie. Nudziłam się. A teraz? Sama wyciągam mojego chłopaka i wychodzimy na długie spacery. Rozmawiamy. Wdychamy zapach lasu. Już mnie to nie nudzi. Uspokajam się wtedy. Zapominam o reszcie świata. Wreszcie jestem wyluzowana.

Pozostaje więc pytanie: jak bardzo można pomylić się, jeśli chodzi o własne marzenia?

Ten post powstał niedługo po mojej wyprowadzce z domu rodzinnego. Odgrzebałam go niedawno i stwierdziłam, że może pojawić się na blogu. Niektóre rzeczy się zmieniły, inne nie. Teraz znów jestem w moim domu. Doceniam ten czas. Wychodzę na ogródek, oddycham mniej zanieczyszczonym powietrzem, spaceruję. Już wiem, czego chcę. Widzę, jak bardzo zmieniło się moje postrzeganie świata. Czuję się w miarę szczęśliwa. Potrzebowałam tego.

#PrawdziweHistorieNaFaktach




1 komentarz :

  1. To pokazuje, że bardziej kręci nas coś, czego akurat nie mamy. Nie mieszkałaś w mieście - pragnęłaś tego, kiedy zamieszkałaś - zaczęłaś tęsknić za wsią. Chyba każdy z nas ma takie sytuacje. Jak nie związane z miejscem zamieszkania, to związane z innym obszarem życia... To się nawyza bycie człowiekiem 🤣
    Początki są ekscytujące, ale kiedy opadnie pierwsze podniecenie, nagle okazuje się, że to chyba nie jest to...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka